Draco M. Mimo wszystkiego wyspał się, a teraz siedział przy stole jego domu i ze spokojem jadł. Popijając sok dyniowy rozejrzał się po sali. Uczył się tu tyle lat, a nikt go praktycznie nie zna. "Uśmiechnął" się w duchu. Poszukał wzrokiem Pansy i wtedy to właśnie wleciało mnustwo sów do Wielkiej Sali, zataczając łuki nad stołami pełnymi uczniów. Wśrod masy patszysk nawet nie starał się wypatrzeć swojej tylko nałozył sobie owsianki. Zbliżał już pierwszą łyżke jedzenia do ust kiedy owsianka wylądowała mu na twarzy i popiersiu (?o.o). -Szlak... - "Prorok Codzienny" zatapiał się w zupie (? O.o), a wystraszona sowa nie czekając na reakcje właściciela, jakimś dziwnie chwiejnym lotem, zwiała. Wyjął dwoma palcami gazete z posiłku i wyszedł z W S kierując się w strone łazienki. Tam zrobił ze sobą pożądek. A gazeta... no cóż, w niebzyt dobrym stanie. Zdołał jednak odczytać teskt, który wpadł mu w oko, a brzmiał "Lucjusz Malfoy Śmierciożercą?". Wywalił ze złością ten szmatlawiec do kosza, obmył ręce i wyszedł na korytarz. Miał chyba teraz zielarstwo, a z kim nawet nie pamiętał. Udał się więc na lekcje mając nadzieje, że się nie myli. Na zewnątrz wpadł po kolana w śnieg, który najprawdopodobniej zdążył napadać przez noc, i złowróżąc pod nosem udał się w strone szklarni (?o.O) . skomentuj (5) napisane o 2006-01-12 13:04:36 ahm.. I'm so lonely, lonely.. [:D] Stojąc na dziedzincu, topiąc się w pustce do okoła, wzruszyła ramionami.Padał piękny puszysty śnieg. Topniejąc na ubraniach, bezlitośnie przemaczał do suchej nitki. Stało się jej obojętne, czy będzie konać w konwulsyjnych bólach skręcających jej wnętrzności, rozbijającym bólu członków, czy czegokolwiek. Stała tak, niby czekając, niby wypatrując. Myśli kłębiły się, za nic nie dając za wygraną. Przez chwilę wydawało się jej, że czuła czyjąś, ciepłą, opiekuńczą dłoń na ramieniu. Odwracając się zrozumiała dowcip swojej wyobraźni. Tylko wiatr.. "Ale to głupie" warknęła sama do siebie i oprzytomniała. Czas wziąć się w garść. Co dzieje się? skomentuj (6) napisane o 2005-12-09 21:13:53 Ogłoszenie płatne Tak, tak.. Pewnie prawowita Adminka nr I mnie za to zabije, (choćby za te kulawe toplisty) ale co tam... Pare chwil jeszcze zdąże pożyć. Pisze sobie tu, bo nie wiem czy w Księge się Wam będzie chciało klikać... :D Uproszcze sobie życie i strzele cytat (jeśli tak można nazwać własną wypowiedź... ;D XDD): 1. APELUJĘ więc do WSZYSTKICH GRACZY: POSTARAJCIE (a przynajmniej udawajcie.. -tego prosze nie czytać! xD) SIĘ ZNALEŹĆ POTTERA NA NASZE RPG!!! Potter pilnie poszukiwany...!! XD (nie mam sie z kim droczyć... *szept* ;) 2. Albo gracie w to RPG, albo osobiście zainteresujcie się znalezieniem kogoś na wasze miejsca! 3. Ruszcie się i to RPG! Na serio! Co ta ma być... zastój jakiego w życiu nie widziałam? DO NOTEK MI SIĘ BRAĆ, ALBO NA PRAWDE ZREZYGNUJCIE SOBIE Z TEGO RPG! Przynajmniej sprawa będzie jasna... :) Dziękuję >:) i myśle, że jednak to noty powstaną i nie będzie trzeba Was usówać. x3 ^_^ skomentuj (4) napisane o 2005-12-07 21:22:34 Cho Chang Is Back! :D ![]() Weszła do wielkiej sali i od razu wszystke wątpliwości zniknęły: tutaj nic złego nie mogło jej się przytrafić. A jednak... W tamtym roku jedno z największych nieszczęść w jej życiu przytrafiło się jej właśnie tu, w ukochanym Hogwarcie. Czy to możliwe aby odzyskała zaufanie do tych czterech ścian, do uczniów i nauczycieli, czy to możliwe że znajdowała się w jednym z bezpieczniejszych czarodziejskich miejsc skoro działy się tu takie rzeczy? Nie miała pojęcia, nie wiedziała co o tym myśleć. Usiadła przy dłuuuugaśnym (XD) stole Krukonów, przywitała się ze wszystkimi znajomymi, wyciągnęła z torby proroka codziennego i zatopiła się w lekturze. Nie miała ochoty opowiadać o tym jak spędziła wakacje. Udała więc, że koniecznie musi przeczytać dzisiejszą gazetę a rano nie miała na to czasu gdyż strasznie się spieszyła na dworzec. Czytając, nie mogła mieć pojęcia, że ktoś ją obserwuje... skomentuj (3) napisane o 2005-11-29 18:10:12 Virginia i Dracon ![]() ![]() Szczupły chłopak spacerował po błoniach. Szedł właśnie wzdłuż brzegu jeziora kopiąc napotkane kamyki. Jak zwykle z wciśniętymi rękoma do kieszeni w szacie. Tak, draco Malfoy chciał wreszcie sobie odpocząć. Ale i tu było jeszcze paru uczniów. Korzystali z ostatnich godzin przed "ciszą nocną". Jeden kopnięty dość spory kamień zmącił tafle jeziora. Nadjeziorem wiał mocniej wiatr, który bezczelnie szarpał prawie białymi włosami chłopaka. Przysiadł sobie na pobliskim kawałku pnia wyciągając przed siebie nogi. Ginny spała z załzawionymi oczami, lecz nagłe trzaśnięcie drzwiami obudziło ją ze snu. Wściekła i z jeszcze mokrymi policzkami postanowiła się przejść na błonia, aby nikt nie zobaczył jej łez i nie zadawał niepotrzebnych pytań. Wyszła z pokoju wspolnego kierując sie na błonia. Gdy tam się dostała ustała na brzegu drzewa, nie zauwazając reszty uczniów, którzy przyszli o tej samej porze na błonie. Wiatr bawił się jej długimi rudymi własami, zasłaniajac czasem oczy i porywajac ostatnie łzy. Odwróciła się w tą stronę gdzie stał Draco i spojrzała na niego. Gwałtonie rękoma zaczeła ścierac łzy. Zasłuchał się z przymkniętymi oczami w ostatnie uśpione śpiewy ptaków przed nocą. -Cholera po co on muusiał przychodzić tutaj teraz?- zapytała szeptem. Zaczela się nerwowo rozgladac za miejscem gdzie mogła by się spokojnie przed nim schowac i przeczekać to. Kiedy on właśnie otworzył oczy i chąc rozjerzeć się po błoniach natrafił wzrokiem na nią. Na chwile zatrzymał się na niej spojrzeniem. Miał ściągnięte brwi, ale jego oczy nic nie wyrażały. Były zimne i dziwnie puste. Patrzył jakby jej tam nie było. Ginny poczuła sie nieswojo. Poczyła jego wzrok, była tego pewna. nie wiedziała co teraz zrobić. Nie zamierzała się wdać znów w pustą wymiane zdan, bo nie miała zupełnie nastroju, nawet zeby mu coś niemiłego powiedzieć. Odwróciła się i spojrzała na niego. "Nieźle znowu ona" przeleciało przez jego głowe. Ginny spóścila wzrok pod jego spojrzeniem: - Cholera, czemu zawsze on -zaklneła pod nosem i postanowiła go wyminąc i sie nie przejmowac nim. Kiedy obok niego przechodziła nie mógł się powstrzymać. Musiał się wyżyć, a usprawiedliwił się tym, że jest Malfoy'em i Ślizgonem. Jego święty obowiązek. Ześlizgnął się z piaczka i : -Co robilas Wiewiuro ze masz oczy jakbys 10 nocy nie spala? Zbyt szalas w nocy a rano nie zdazylas nalozyc tapety na mordke? - Zostaw mnie -powiedziała nie wyraznie do niego [płaczącym głosikiem XD]. "Ale z ciebie ham Draconie. Tya, i dobrze ci z tym." Jego usta wykrzywił znany wsyztskim uśmieszek. - Zostaw mnie dziś... -szepneła do niego - prosze -dodała po zastonowieniu. "Czy na pewno ci dobrze?" pomyślał po tych zdaniach. Wredota troche zbladla na jego twarzy. - Potrafisz tylko poniżać ludzi za to, że nie są Malfoyami -warkneła. Wprost wgapiał się w Rudą bez większego skrępowania. Prychnął. - Jesteś bez uczuć -warkneła i spróbowała go wyminąc. Zatrzymał ją chwytając za przegrzób. -Chwila - wycedził chłodno. Ruda momantalnie się do niego odwróciła - Czego -powiedziała, dzisiaj nie miała ochoty nawet na najmiejszą nutę wrogości. -Nie będziesz o mnie gadać takich rzeczy - powiedział wolno i spokojnie, ale z czymś tak przerażającym, że... I do tego to bezduszne spojrzenie. -Skoro mnie nie znasz. Nieświadomie ściskał ją coraz mocniej za ręke. - Mogę robic co chcę - próbowała wyrwac swoją ręke z jego uścisku - Nie wiem jaki jesteś i nie chce -szepneła. Zrozumiał, że przesadził z uściskiem i odepchnął jej ręke. Zmiutł ją szarymi oczami. -A wy nie nawidzicie mnie, bo nosze to nazwisko. - Nie, ty mnie nie nawidzisz bo jestem Wesleyówną -spojrzała mu w stalowo zimne oczy. Olał, że "odwarzyła" sie na takie spojrzenie. -Bez sensu - powiedział z dziwnym rozbawieniem sam do siebie. -Tya.. -coraz większe dziwne rozbawienie. -Ty jesteś zwykłą Weasley'ówną, a ja Malfoy'em, więc co tu jeszcze robimy? Do widzenia. - i pomaszerował sobie w strone zamku. Nawet nie zauważył, że już sie ściemniło i nad nimi widać było pierwsze gwiazdy. - Cóż jesteś chamem i nim zostaniesz -powiedziała do niego jak znikał w zamku. Miala cichą nadzieje ze tego nie usłyszał. Zatrzymał się na progu i zerknął na nią znad własnego ramienia. Usłyszał. Wyszczerzył tylko porozumiewawczo złośliwie ząbki i zatrzasnąl za sobą z hukiem drzwi. Pomknął szybko do dormotorium, bo zaraz mógłby być przyłapany przez Flicha, że się niby szwęda. Kiedy się położył zasnął gdzieś po 30 min. - Cham -westchneła i równiez pobrneła do swojego Dormitorium. skomentuj (0) napisane o 2005-11-04 20:55:27 Ginuś ^.^ Ginny nawet nie zauważyła kiedy zasnęła w tych obłoconych ciuchach i ze Łazami w oczach. W podłym nastroju zwlokła się z łóżka i ruszyła na śniadanie gdzie mieli podać plany lekcji. Oczywiście jeszcze była toaleta poranna, nie tak jak wczoraj [ xD Ginny ty brudasie x3!]. Nastepnie udała się do Wielkiej Sali na śniadanie, gdzie rozdali plany. Spojrzała w swój plan- uu dwie godziny eliksirów na sam początek –westchnęła i dokończywszy posiłek ruszyła powrotem do swojego dormitorium po potrzebne ksiązki. Po spakowaniu się ruszyła prosto pod sale eliksirów. skomentuj (0) napisane o 2005-11-01 19:51:20 Dracuś i Pansy ![]() Pansy spoczątku nie mogła ustać na nogach. Taka była roztrzęsiona. Draco wpatrywał się w nią ze skupieniem.-Co się stało? - powtórzył pytanie kiedy dziewczyna wkońcu oparła się o ściane ciężko oddychając. -Tam..tam.. - wskazała ręką w głąb dzióry za obrazem. Po czym przesunęła się jak najdalej od niej, blondwłosy natomiast zniknął w dziórze. Aby po chwili pojawić się spowrotem. Stanąl przed Ślizgonką, która wpatrywała się w niego z wyczekiwaniem. -Wi-widziałeś, prawda!? Widziałłeś! -Co? Tam nic nie ma Pansy, może mi wreszcie powiesz o co chodzi! -Jak t-to nie ma!! - krzyknęla wsadzająć głowe w czarną wnęke.- Był, widziałam! Chłopak nic więcej nie mógł wyciągnąć z Parkinson - była zbyt rozczęsiona, powtarzała pod nosem ciągle "ponurak"... Draco uznał, że musi odpocząć na co ona zareagowała z entuzjazmem i pobiegła do dormotorium. "Jaki ponurak do cholery..?" pomyślał kiedy został sam i jeszcze raz przejrzał wnkęke. Niczego jednak nie znalazł. Malfoy stwierdził, że czas najwyższy samemu udać się do swojego dormotorium, choćby po to, żeby sie rozpakować. Tak też zrobił, a potem wybrał się na samotny spacer po błoniach aby wreeszcie odpocząć. "ciężki ten dzisiejszy dzień... " - który przecież powoli dobiegał końca, powoli... skomentuj (1) napisane o 2005-11-01 17:17:56 jesienna deprecha? Ginny siedząc na uczcie powitalnej niemiłosiernie się nudziła, nie ma co się dziwić, w końcu to nie było takie przeżycie jak dla pierwszaków, którzy po raz pierwszy zawitali w skromne progi Hogwartu. Gdy posiłek pojawił się na stole trochę zjadła, lecz nie za dużo chyba nie miała zbytnio apetytu, może dlatego, że była taka złośliwa wobec Dracona? Sama już nie wiedziała co jej jest. Wstała nie chciało jej się siedzieć już wśród rozgadanych uczniów i uczennic. Drażnili ją. Wyszła z wielkiej Sali i postanowiła się trochę powłóczyć po zamku może, to ja chociaż trochę uspokoi jej skołatane nerwy i poczucie winy jakim siebie obdarzyła pot ej niefortunnej akcji. Nagle wśród korytarzy usłyszała krzyk, krzyk jakiejś dziewczyny. Skierowała się w tamta stronę, cóż ciekawość swoje robiła. Weszła w ten korytarz z której pochodził owy krzyk, widok normalnie wmurował ją w podłogę. Na kamiennej posadzce leżeli a w zasadzie Pansy leżała na Draconie. Ginny aż otworzyła buzie z zaskoczenia-mogli by sobie darować, jeszcze w publicznych miejscach –szepnęła do siebie , odwróciła się i zaczęła iść przed siebie. Zrobiła jej się dziwnie ciężko na sercu. Drzwi wielkiej Sali otworzyły się i wszyscy uczniowie wysypali się z niej. Ginny korzystając z okazji wmieszała się w tłum i dotarła pod obraz grubej damy - cukrowe pióra –odezwał się głos prefekta. Obraz uchylił wejście do salonu gryfonów. Ginny nieprzytomna weszła po schodach do swojego dormitorium nie fatygując się aby pozbyć się zbędnego odzienia rzuciła się na łóżko, z oczu popłynęły łzy - chyba udzieliła mi się pogoda –westchnęła nakrywając swoją głowę poduszką. Chociaż wiedziała, ze to nie pogoda jest sprawczynią tego humoru i tych łez [wedle życzenia poważna notka, chociaż chciałam coś odwalić T.T] skomentuj (2) napisane o 2005-10-30 19:10:58 Turn the lights off..;p Deszcz niemiłosiernie siąpił z ponurych chmur zostawiając na ziemi błotnistą chlupę. W taką pogodę jakoś nie każdemu było skoro do wyjść w plener. Nie można było pominąć zajęć o opiece nad magicznymi stworzeniami prowadzonymi przez Hagrida. Sterczeć na przemoknięcie i być jeszcze narażonym na sklątkowe przygody i wypluwane przez nie rozbryzgujące bulwy byłoby istną katorgą. Hermiona uśmiechnąwszy się pod nosem rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę rozpływających się w deszczu uczniów i z ulgą rzuciła się na łóżko. Wykluczyła się z brania w tym udziału. Jedynym powodem, który trzymał ją wcześniej w misternym trwaniu na polu kształcenia się w tym kierunku była więź z Hagridem. Splotła dłonie i wygodnie usadowiła głowę. Usypiający dzień, męczące wykłady. Nawet nie chciało się jej zastanawiać nad popadaniem w znienawidzoną rutynę. Wsłuchiwała się w przerywające ciszę granie kropli na szybach. Całe dormitorium dziewczęce było praktycznie puste. Nieznaczne szmery dochodziły tylko z pokoju wspólnego. Tym razem nawet i to niemrawe było. Krzywołap spał skulony w kłębek pomrukując lekko. Zwykły dzień. „Wyłączam się” powiedziała sama do siebie i przewróciła na drugi bok. Wszystkie chałasutry odgrywane przez kogokolwiek, a tym bardziej ślizgonów i tak nie zaprzątałyby jej głowy. W pewnym momencie pomyślała o beznadziejności bezsensownego leżenia i centrowania wzroku na jednym przedmiocie. „Beznadziejnie tak, nie ma mnie”. Przykryła się kocem po uszy i odłączyła od odbierania jakichkolwiek bodźców zewnętrznych. Chyba coś ją trapiło. skomentuj (6) napisane o 2005-10-25 17:55:46 Draco ![]() Miał dość na dzisiaj tych wszystkich przygód z kobitami. Nie wiedział, że to dopiero początek. (x3) -Eeech.. -westchnął sobie kręcąc głową. Kiedy właśnie odtwarzał w pamięci pierwsze spotkanie z Rudą, a potem z Lovegood, w tej samej chwili cisze rozdarł czyjś krzyk. Ciarki przeszły mu po plecach, sam nie wiedział czy od wspomnień czy od tego przeraźliwego krzyku. "To chyba z góry" - pomyślał i udał się w tamtą strone. Na następnym piętrze zauważył coś ciekawego - obraz starej czarownicy był odsunięty. Bezzastanowienia wyjmując w pogotowiu różdrzkę ruszył w jego strone chcąc zbadać tajemne przejście. "pewnie Potter coś kombinuje.." - uśmiechnął się drwiąco. Coś z dużą prędkością w niego uderzyło. Odruchowo złapał kogoś w ręce. -Pansy..? - zawolał zduszonym głosem, gdyż Ślizgonka nieźle mu przywaliła. -Co ty tutaj robisz? -zapytał stawiając ją na nogi. "Ładnie Gregory ją pilnuje U.U'' " skomentuj (0) napisane o 2005-10-24 15:49:40 Skarb..? ![]() Kolejny nudny dzień w Sali Wywoływań, ukrytej za obrazem pewnego maga (KOGO - musi pozostać tajemnicą...). "Fajna Dżaga z ciebie jest... A, a, a, a, a..." Śpiewał czarodziej podczas wywoływania Chowańca - 'Methronoma'. Methronom był dziwnym małym sworzeniem... Wielkości... dwóch kopulujących ważek (chyba tak się odmienia 'ważka'). Miał 4 niebieskie skrzydełka i przypominał Elfa... Chyba fakt iż był taki dziwny - co nie oznacza że był szkaradą, bo Albus uważał go za równie pięknego co Fawkes'a, swojego pupila. Z radości, iż widzi Methronoma, Dumbledore zaczął głośniej śpiewać: "To i tak ukradnę Cię..." Po chwili, gdy Chowaniec spojrzał na niego jak na idiotę, ze wzrokiem mówiącym: Co Ty śpiewasz?! Dyrektor zamilkł i zaczął rozmowę: "Wezwałem Cię, bo wiesz gdzie znajduje się coś czego szukam..." Meth, jak zdrobniale mówił Albus, był przepiękny, lecz okropnie próżny, zadufany w sobie i wszędzie doszukiwał się zysków... - "Tak. Wiem. Powiem więcej - mam to ze sobą. Ale coś za coś... To taki cudowny kamyczek... I zawiera magię... Potężną... Czekam na Twoje propozycje... Co mi dasz?" - Powiedział maluch, na co Albus odrzekł: - "Kupię Ci najnowszy Album Virgin, premiera już w poniedziałek!" Stworzenie nie załapało ironii i zaczęło serię pytań co to Virgin i w ogóle... Stanęło na tym, że Dumbledor przekazał mu płytę Zatytułowną "BIMBO" na której jest zdjęcie wokalistki, a po drugiej stronie to kółeczko ładne miało kolory... Methronom nie znając czegoś co jest po obu stronach tak piękne przystał od razu na warunek Albusa... - "Problem w tym... Że... Ja mam mapę, jak tam dotrzeć..." - No to dawaj. Wyślę KTÓREGOŚ z uczów na spacerek... - "Ale to jest zagrożenie życia..." - "Od kiedy martwisz się o innych?" - Oczy Dyrektora zabłysły, a Meth zniknął... skomentuj (2) napisane o 2005-10-22 20:49:19 Pansy ![]() Pansy obudziła się przy akompaniamencie wielkiego plask - jak się okazało zanurkowała właśnie twarzą w puddingu czekoladowym stojącym w półmisku przed nią. Znajdowała się w Wielkiej Sali - ekhm ekhm czyżby urwał się jej film? a przecież obiecywała sobie- nigdy więcej nie przecholować z piwem kremowym. Właśnie końnczyła się uczta. wytarła twarz skrajem szaty jednego z goryli, który nawet niczego nie zauważył pochłaniając ciasto cytrynowe, dwa kurczaki, śledzie i czekoladę - na raz Maupiszonki były dwa, za to brakowało blondaska. "Pewnie poszedł poprawic fryz" - pomyślała i wyszła z WS. Postanowiła odwiedzić stare kąty i powłóczyć się trochę po hogwarckich korytarzach i salach. Spacerowała już dobre pół godziny kiedy spostrzegła, że obraz starej czarownicy o nieco zielonkawej cerze znajdujący się na rzadko uczszczanym przez uczniów korytarzu jest uchylony... za nim znajdowała się czarna dziura. Dziewczyna postanowiła zbadać tajemne przejście. "Lumos" - szepnęła i zniknęła w ciemności. Idac przez wąski i wilgotny korytarz kilka razy potknęła się o różne dziwne przedmioty. W końcu przekroczyła wysoki pórg i znalazła się w rozległym pomieszczeniu. Rozejrzała się - było puste, tylko... z jednego kąta śledziły ją roziskrzone oczy. Po chwili postać ukryta w cieniu warknęła i powoliruszyła w stronę smugi światła bijacej od różdżki Pansy. Był to ogromny pies. "PONURAK" - wrzasnęła i zaczeła powoli cofac się w stronę wyjścia. Niestety zapomniała o wysokim progu, tak więc wylądowała na ziemi. Przerażona szybko się pozbierała i rzuciła się pędem w stronę wyjścia. Była przekonana, że zwierzę ją goni. ( jakby się ktoś nie domyślił- to był Syriusz :) skomentuj (3) napisane o 2005-10-22 20:23:43 Luna Lovegood & Draco Malfoy ![]() ![]() Luna szła spokojnym krokiem wzdłuż korytarza. Spóźniona kierowała sie w stronę wielkiej sali. Grupa dziewczyn zamkneła ją w łazience. Przez ok. 1,5 h Luna kombinowała jak wyjsc na wolnosc, aż w końcu udało jej się to. Jej jak zwykle rozwiane włosy delikatnie powiewały za każdym razem, gdy zrobiła krok. W końcu otworzyłą drzwi i weszła do środka. Draco siedząc na sowim miejscu starał się nie zwracać uwagi na zaciekawione spojrzenia, które raz po raz spoglądały w jego i Pansy strone. Znużony słuchał co rocznej wypowiedzi drektora, którą nagle przerwało troche zbyt głośne klapnięcie drzwi. Ktoś wszedł spóźniony na Sale. Pare głów obróciło się w strone Luny Lovegood po chwili było też słychać stłumione chihoty. Luna udawała, że nie zauważyła nieprzyjaznych spojrzeń, chochotów i tego, że wielu wytyka ją palcami. Spokojnie przemierzyła salę i usiadła na końcu swojego stołu patrząc nieprzytomnym wzrokiem w swopje buty. -Oto Nauczyciele, którzy będą Was uczyć -ciągnął dalej drektor: Minerva McGonagall - Zastępca Dyrektora, Opiekunka Gryffindoru, Transmutacja Severus Snape - Opiekun Slytherinu, Eliksiry - tu stół Ślizgonów uśmiechnął się złośliwe, a większa reszta uczniów w slai westchnęła cicho. Profesor Flitwick - Opiekun Ravenclaw'u, Zaklęcia Profesor Sprout - Opiekunka Hufflepuff'a, Zielarstwo Rubeus Hagrid - Gajowy, Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami - na dźwięk tego nazwiska Draco z oburzeniem przewrócił oczami. Pani Hooch - Lekcje Latania Na Miotle Profesor Trelawney - Wróżbiarstwo Profesor Lupin - Obrona Przed Czarną Magią. Luna zaczęła bawić się nitką wystającą z jej szaty. W tym momencie zaczęto przydzielać nowych uczniów do poszczególnych domów. Trwało to z dobrą godzinę, kiedy dyrektor ogłosił, że można jeść. Przeniósł powoli wzrok z cichym prychnięciem z Rona, który pazernie konsumował swój posiłek, na własny talerz. Nałożył sobie coś co było pod ręką nie bardzo mając ochote na jedzenie. Zmusił się jednak do chociaż paru kensów, bo czuł, że jest głodny. Kiedy skończył wszyscy jeszcze z apetytem pałaszowali różne potrawy, wesoło rozmawiając. Sącząc sok dyniowy popatrzył czy aby Pansy sie nie obódziła, ale jeszcze niestety tak nie było. -Goyle czy mógłbyś, z łaksi swojej nie bryzgać na mnie jedzeniem?-syknął z obrzydzeniem strzepując sobie kawałeczki kurczaka z rękawa. -Dobfse. -odbowiedział Goyle z pełnymi ustami. Luna zjadła kilka babeczek. Cały jej stół jadł wesoło rozmawiajac. Z nią niestety nikt nie chciał rozmawiać. W koncu była "pomuluna". Kiedy uczta, można powiedzieć, skończyła się, wstała i czym prędzej ruszyła w strone korytarza, ktory prowadził do jej dormitorium. -Gregory, zajmij sie Pansy. Gregory uniósł z nad talerza pytający wzrok na Dracona. Ten natomiast zmroził go jedynie swoim dodając: -Słyszałeś..-odsuwając krzesło i wstając - co masz zrobić. I wyszedł z WS. Luna prawie biegła po schodach gdy w pewnej chwilii wypadła jej ródżka i zleciała na dół. Z głośnym westchnięciem zbiegła za nią Kiedy Draco zbliżył sie do schodów dostał w głowę róźdzką. -Co do kur....- złapał sie za miejsce, w które dostał. Schylił sie po różdzkę. - Zostaw! - usłyszał nad soba głosik. Stała tam Luna zdyszana, gdyż biegła na dół. Spojrzał na płowowłosą, która miała zacięta mine. - Oddać Ci ? A co dostane w zamian ?-zapytał z ironicznym uśmieszkiem przewracając różdrzke w jednej dłoni, drugą natomiast wepchał w kieszeń. - To nie należy do Ciebie - powiedziała schodząc po schodach. Zmierzył ją wzrokiem chowając drugą dłoń z różdrzką do kieszeni. -Lavegood o ile sie nie myle? - To co ?- powiedziała stajac przed nim. Była od niego niższa o ponad głowę - Moge dostać spowrotem to co do mnei należy ? -Ooch wreszcie mam okazję poznać CIĘ osobiście! - wypowiedział te słowa tłumiąc śmiech i ukłonił się przesadnie. Spojrzał na nią złośliwie. -Poczekaj, musze sie zastanowić. W jej oczach pojawiły się łzy - Oh chociaż ty mógłbyś przestcć wyśmiewać sie ze mnie! Jego dłoń, która przewracała w kieszeni szaty własność Luny Lavegood przestała wykonywać tą czynność. Spojrzał na nią zedzorientowany unosząc jedną z brwi do góry. -Ee.. -bąknął. Dotychczas ci, którym dokuczał albo złościli się, oco najczęściej mu chodziło, albo kompletnie go olewali. A reagując płaczem jak na razie reagowali tylko pierwszoroczni, którzy drżeli na jego widok. Nic dziwnego - przecież znali te Bajki O Złym Malfoy'u. - Mam was szystkich dosć ! - krzykneła - ciagle się mnie czepiacie za to, że jestem INNA ! No i do brze! zatrzymaj sobie tą różdzkę! Prosze bardzo smiejscie się. Znaleźliscie sobie zabawe! - wykrzyczała się i po chwilii odychała szybko i głeboko. -Eeee... - dodał bardziej "inteligentnie" po jej wybuchu. Luna spojrzała na niego poczym odwróciła się i zaczęła biec po schodach na górę. Zamrugał pare razy oczami krutko po tym jak skończyła się ta cała akcja, dziewczyna już odbiegała. -Czekaj !! -wrzasnął za nią zbity z tropu. Luna biegła dalej w górę, aż wbiegła na trzecie pietro. Oparła się o ściane i oddychała szybko. Było już za późno, najwyraźnije pobiegła gdzieś już daleko i nie usłyszała. Kto wie jakie chody ma ta Pomyluna. Spojrzał na różdrzkę tej Luny spoczywającą na jego wyciągniętej dłoni. Wykrzywił twarz z beznadziejnego uczucia, nie miał pojęcia co robić. Pobiegł troche za Luną, ale po chwili się zatrzymał. "Zastanów się, po co ci ta cholerna różdrzka, prędzej czy później będziesz zmusozny jej ją oddać! Tylko, że wtedy będziesz zmusozny ją znaleźć co na pewno spostrzeże pare osób..." Rozejrzał się w koło. Nigogo na korytarzach jesczez nie było, pewnie dopiero kończyli zjadać posiłek na Wielkiej Sali. Skorzystał więc z tego faktu i znów pobiegł za Luną. Nie musiał jednak biedz długo gdyż usłyszał na schodach cichy płacz. Luna siedziała na korytarzu i popłakiwała. Po chwili wytarła oczy i poprawiła szatę. Włosy delikatnie opadły na jej twarz. Zatrzymał się cicho, chyba jesczez go nie zauważyła. "Boże to co teraz zrobie będzie straszne." Przymknął na chwile oczy, przęknął silne, wziął głeboki wdech i.. "Dajesz Malfoy!" Wystąpił zza rogu idąc wprost w strone dziewczyny. Luna uniosła głowę i szybko sie odwóciła chcąc odejsć jak najdalej. -Czekaj! -tym razem zawołał szybciej aby przynajmniej teraz mu nie uciekła. Już by jej nie gonił, nie miał na to wcale ochoty. I tak to co teraz robił było dość wbrew jego naturze. - Co ? Chcesz jeszcze sie ponabijać ? -Masz tu tą swiją różdrzke - wyciągnął przed siebie ręke z różdrzką od niechcenia. Wpił w nią swoje lodowate oczy, nie wyglądała zbyt dobrze. Zamyślił się i martwym głosem zaczął: -Ja... -Luna odwróciła sie i spojrzała na niego podejrzanie. -..wiem jak sie czujesz. -ucioł krutko najwyraźniej nie mając zamiaru już nic powiedzieć. - Czyżbyś napewno rozumiał ? - zapytałą cichutko patrzac na niego błękitnymi oczami. Co, tak, tak na pewno! -odparł rozzłoszczony. Denerowwały go te wielkie dziwne oczy. Były przecież również chłodnej barwy, to dlaczego jego były tylko tak zimne!? Luna wzięła różdzkę, delikatnie dotykajac jego zimnej dłoni. Wyrwany jakby z trasnsu nie gotowy na to, że go dotknie ocknął się. Odsunął niespodziewanie swoją dłoń od jej i z wyrazem beznadziejności na twarzy obrócił się na pięcie gotowy do odejścia. Wsadziła różdzkę za ucho. Kosmyki jasnej grzywki opadały nie równo na jej czoło. - Czemu już idziesz ? Przystanął kroku i obejrzał się na te słowa na nią przez ramie. Wyglądała teraz niezwykle niewinnie. Niczym małe dziecko, a jednocześnie dorośle. Obdarzył ją wzrokiem, jakby była kompletną wariatką. Ale nie taką "wariatką" jaką jest, czyli poprostu Pomyluną, ale prawdziwie prawdziwą wariatką. Bez słowa odszedł z pustką w oczach. - Dziękuję za różdzkę - powiedziała cicho za nim. Może usłyszała, ale może nie, że cichutko prychnął pod nosem. Na korytarzu rozległ się gwar, ponieważ w Wielkiej Sali skończyła się uczta, a uczniowie wraz z nauczycielami wysypali się na korytarze Hogwartu. skomentuj (4) napisane o 2005-10-22 18:13:06 D&G ![]() ![]() Ruda prychneła cos pod nosem w stylu "Głupia arystokratyczna dupa" i ruszyła przed siebie zatrzymując się przy jednym z powozów, które jak zawsze ciągneły testrale. ------------- Tymczasem Dracuś w zgięciu kolankowym pochylony nad Pansy intensywnie myślał. Aż mu jeden kosmyk włosów sie przekręcił nie tam gdzie miał być. "Potem sie tym zajme. ^-^" ------------- Ginnus zmierzająca w strone powozu ze zwrokiem mogacym powalić wściekłego byka [ XD] podłozyła noge pierwszakowi, który wyrżną w kałurzę, i nawet nie odwracając się w jego stronę pobrneła dalej. Wściekła ustała przy jednym z powozów. I ze wsciekłością kopnęła w koło jednego z powozów, po chwili kółczeko odpadło. Ruda z wielkim Upss pomkneła do innego powozika X3... ------------ Nagle wyprostował się pewny siebie, podparł jedną zgiętą ręke w łokciu drugą, trzymaną na brzuszku i pstryknął tak poprostu palcami. Cisza... Pstryknął drugi raz. Nic. Jego minka (czyt.: zamknięte oczka i uniesiona brew) nie zmieniła się, o niemiłych myślach świadczyła tylko kropelka kawaii pojawiąca się (?) nad jego głową. Pokonany opóścił ramiona i wzdychając rozejrzał się po całym wagonie. Nic dziwnego, że Obstawa nie pojawiła się na rozkaz. Pociąg był już prawie pusty i Puszyści pewnie byli już daleko ze wszystkimi tobołami... "A miało być tak pięknie... "-pomyślał, a w jego oczku zakręciła się łezka. "To ONi mieli JĄ przenieść!" -westchnął jeszcze raz i zdając sobie sprawe, że zaraz najprawdopodobniej zostanie tu sam i Niewiadomo Jak będzie zmuszony dotrzeć do Hogwartu sam... no, prawie sam. Z widocznie (tym razem) niezadowoloną miną zabrał się do przetransportowania Pansy. Po drodze coś mruczał pod noskiem, ale to już inna bajka. -------------. Ruda zobaczyła Malfoya niosącego Pansiorka i ze złosliwym usmieszkiem podstawiła mu swoja wypielegnowaną i wydpilowaną nózkę. X3 Malfoy potknął sie i razem ze zbędnym bagarzem wpadł w koryto błotne, a Ruda? Zasmiewała się XDD. ------------- Właśnie szedł z przerzuconą przez ramie Pansy i zasłoniętą jego peleryną szukając jakiegoś najmniej zaludnionego powozu. Ciągle coś mamrotał pod nosem przez zaciśnięte zęby i akurat przymknąl oczy, starając się opanować. Miał dość, że reszta otaczającego go towarzystwa wgapia sie w niego dość dziwnie, a niektórzy nawet chihrają się na widok czyjejś ręki wystającej spod peleryny. Wtedy to właśnie poczuł coś na swojej wyciągniętej do przodu nodze. Na chwile otworzył oczy, ale zanim zdążył wykonać tą czynność do końca, było już za późno. Znajdował się w pozie lecącej. Chwile potem leżał twarzyczką i Całą Resztą Siebie w wielkiej kałurzy gęstego błota. Zanim zdąrzył nabulgotać przekleństwa w błocie i podnieść się, lecąca nad nim Pansy powaliła go z głośnym mlasknięciem do bajora. Obok było słychać niepochamowany śmiech Rudej. - Ze mna się nie zadziera Malfoy - powiedziała Ginny po, spokojnie po nim przeszła jakby był tylko dodatkiem krajobrazu. Przy okazji wbijajać go bardziej w błoto. Kiedy dziewczyna miała juz dołączyć swoją lewą noge do prawej, nagle ktoś ją za nią chwycił. Rozwścieczony do czerwoności XD Draco podnosił się z kałuży nie zwrzając na ciężar Pansy spadający z jego pleców obok. Wypuścił noge rudej z mocnego uścisku i w dzikim szale rzucił się w kierunku niej. Dopadl ja i trzymajac mocno za ramiona i wgapiajac sie wsciekly w jej orzechowe <3 oczy nagle w pore sie opanowal. Miał ochote ją pobić, ale wiedział, że nie jest aż taki potworem. ~<3 Potem jesczze śniła mu by sie po nocach, co by było prawdziwym koszmarem. I jesczze widział by ją w zakrwawionych częściach... Obitą. [Stop! Stop wyobraźni autorki, bo sie jesczze rozkręce!xD] Puscil ja odwrocil sie (ach jakie to szlachetne! XD) tylem do niej wrocil do Pansy, uniosl ją i rozejrzał się wokół. Ze zgrozą stwierdził że została jedna jedyna kareta (?) o.o z jakimś pierwszorocznym bzdącem. Nie zostając dłużna Draconowi złapała go za pierś [ w sensie ciuchy w tym obszaże] i przyciągneła do siebie - Wiesz co cie powiem, to ze jestes przystojny, nic nie znaczy -prychneła i wywaliła pierwszaka z kareti i sama usiadła na tym miejscu XD -Nie prychaj tak ciągle bo sie zadławisz -rzekł jej na odchodne ze stocikim spokojem. -Pierwszaki do łódek idioto -warknela na niego -Jak słuchałeś? Powędrował (z jedną uniesioną brwią i obojętem w oczach xD) wzrokiem za małym, który zachowywał się jakby zobaczył potwora i uciekał w te pendy. "I ma racje.T_Y' Bosch, ona jest jeszcze gorsza od Pansy U.U" -pomyślał bez zmiany mimiki twarzy zerkając na władowującą się do środka Weasleyówne. Z pochmurną miną al'a zaraz skocze z mostu wsiadl do powozu za nią. Na przeciwko niej, pozwolił odetchnąć sowjemu barkowi, i położył Pansy, która tylko częściowa zetknęła się z kontaktem błota. On natomiast "trochę" brudny usiadł na przeciwległym siedzeniu na ukos od Potwora. Spojrzał dyskretnie jeszcze raz na nią, wciąż z miną Zaraz Sie Zahlastam, po czym odwrócił wzrok na widok zza oknem. "Nie, myliłem sie - ona jest jeszcze gorsza ode mnie." Zaczęło padać i po chwili duże ciężkie krople dudniące o szybke towarzyszyły mu w Jego Drodze Męki. "Suuupeeer..." -myśl bez chęci do życia. "Jestem brudny, pada, jade z Tym Czymś w jednym pomieszczeniu, sam bo Pansy nieprzytomna, a na dodatek po wyjściu Normalni -wzrok na Rudą z pogardą - mnie zobaczą. Że wysiadam od niej" -totalne przygnębienie. Spojrzała na Malfoya tymi swoimi orzechowymi oczkami [ Ach Dracuś padaj do stóp X3] [Pff.. Przestań, on nie jest aż tak ślepy. -dop. kierującej Malfoy'em] z nienawiścią, ale opanowała się i spojrzała znów w okno. "Zarabiśie jak mnie z nim zobaczą, Ron mnie zabije" pomyślała zrozpaczona " Albo jego" i z tym optymistycznym akcentem wyskoczyła z powoziku aby udac się do wielkiej sali X3. Dracuś ze smętną miną powlukł się z Pansy chwile po Ginny, modląc sie zeby nikt go nie zauważył. Cholera jesczze musieli być sami. Na szczęście nikt go nie zobaczył i Dracuś dyskretnie podreptał do WS zastanawiając sie co ma zrobić z Pansy. Za rogiem rzucił na siebie i Pansy zaklęcie, które sprawiło, że już nie byli w błocie [Cicho.. xD] i weszli ...elkhem... wszedł niosąc dziewczyne do Wielkie Sali. Usiadł do stołu Ślizgonów i czekał aż kolejne nudne przemówienie dyyrektora się zakończy. skomentuj (3) napisane o 2005-08-30 16:55:27 Mr. Malfoy [ Aaach, to ja mam tak dźwięczny śmiech, jak te wszystkie Złe z anime? xD Hahahahaale fajnie! XDD I jak ta jakaś z Last Egzail jakiegoś? Ale fajnie, ide potrenować swój śmiech.... MWAAHAHHAHA!]Blondas stał sobie swobodnie przed Rudą, która właśnie wyciągnęła różdrzke z kieszeni. Nie spojrzał nawet co robi za nim w przedziale Pansy, ale oczami wyobraźni widział to wszystko. I było naprawde straszne i dobijające. "Mam nadzieje, że wszyscy Ślizgoni nie cierpią na takie coś. =^.^=''' " - zamyślił się kiedy Ruda coś nadawała. Jego mimika twarzy nic nie zdradzała, a chłodne jak zawsze spojrzenie miał utkwione w piegowatej mordce Łasicy. Ocknął się dopiero wtedy kiedy to właśnie wyjęła różdrzke. Spojrzał na rzecz trzymaną w jej kurczowo zaciśniętej dłoni. Jedna z jego brwi wystrzeliła w góre z pogardą, a towarzyszyło jej kręcenie głową. -Och, mała, nie szalej... - rzekł błagalnym tonem przewracając oczami. Wsadził ręce w obszerne kieszenie szaty i raz jeszcze spojrzał na Ginny. Prychnął nieopanowanym śmiechem, gdyż rozbawił go jej wyraz twarzy. Takie fajne rudawe cuś ze ściągniętymi ustami, zmarszczonymi brwiami i nosem... -Hahahaha! - przypominało mu nawet jakieś zwierzę, ale niestety nie mogł sobie przypomnieć. Pociąg właśnie zachamował, więc Draco obróciwszy sie na pięcie zostawił na korytarzu Weasley z roździawioną buzią. Zdziwienie zmieniło sie po chwili w złość i Gryfonka pomaszerowała gdzieś głośnym krokiem, ale Malfoy już tego nie wiedział. On na tomiast zastanawiał się właśnie co ma zrobić z leżącą na ziemi Pansy... Jego obstawa wynosiła już bagarze. -Pansy...-powiedział stanowczym tonem. skomentuj (3) napisane o 2005-08-18 10:10:23
| ||||||||||||||||